Niewielu ludzi wie, że kraj znany z pierogów i Chopina jest dziś jednym z największych pracodawców w europejskim gamedevie. Według raportu opublikowanego w styczniu 2026 roku przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), polska branża gier zatrudnia ponad 14 500 specjalistów w 824 studiach, co daje jej drugie miejsce w Europie pod względem liczby pracowników. Za Wielką Brytanią i Francją, ale przed Niemcami, Szwecją czy Hiszpanią. To nie jest przypadek i nie stało się to z dnia na dzień.
Jak Polska stała się potęgą gamedevu
Korzenie tej historii sięgają lat 90., kiedy komputery osobiste trafiły pod polskie strzechy szybciej niż konsole. Młodzi Polacy uczyli się programować na sprzęcie, który zachód traktował już jako przestarzały. Z tej szkoły wyrosły firmy, które dziś sprzedają gry na całym świecie.
Dziś 97% gier wyprodukowanych w Polsce trafia na rynki zagraniczne. Stany Zjednoczone pozostają głównym odbiorcą, na drugim miejscu plasuje się rynek unijny z Wielką Brytanią. Eksport jest absolutnym fundamentem branży, a nie jej ozdobą.
Warto tu wspomnieć, że polska branża rozrywki interaktywnej ma swój własny ekosystem finansowy, niezależny od jednego segmentu. Podobnie jak gracz szukający kasyno z szybka wyplata oczekuje niezawodności i konkretnych wyników bez zbędnego czekania, tak inwestorzy i gracze giełdowi stawiają na polski gamedev właśnie dlatego, że branża regularnie dostarcza twarde liczby. Warszawska Giełda Papierów Wartościowych ma ponad 90 spółek z sektora gier, co czyni ją największym tego typu indeksem na świecie, wyprzedzając nawet Tokio.
Sukces finansowy nie sprowadza się wyłącznie do CD Projektu. W 2024 roku ta spółka osiągnęła blisko miliard złotych przychodu i prawie 470 milionów złotych zysku netto. Ale obok lidera działa całe zaplecze mniejszych firm, które wspólnie tworzą jeden z najbardziej różnorodnych rynków w Europie.
Studia, które zbudowały markę
Kiedy w 2015 roku ukazał się Wiedźmin 3, świat naprawdę zwrócił uwagę na Polskę jako kraj producentów gier. CD Projekt RED stworzył tytuł, który do dziś regularnie trafia na listy najlepszych gier wszech czasów. Cyberpunk 2077, mimo trudnego startu, ostatecznie stał się globalnym hitem i sprzedał dziesiątki milionów kopii po gruntownych aktualizacjach.
To jednak nie jedyni gracze na tym polu. Polski gamedev jest zaskakująco zróżnicowany gatunkowo. Kilka studiów zbudowało globalną rozpoznawalność w zupełnie różnych niszach:
- Techland (Wrocław) stworzył serię Dying Light, którą znają gracze ceniący parkour i survival w otwartym świecie. Firma, mimo że od 2016 roku współpracuje z chińskim Tencentem, zachowała pełną niezależność twórczą.
- 11 bit studios (Warszawa) specjalizuje się w grach o silnym przekazie społecznym. This War of Mine trafiło na szkolną listę lektur w Polsce jako pierwsze w historii, a Frostpunk 2 zebrał świetne recenzje w 2024 roku.
- Bloober Team (Kraków) zdobył uznanie na rynku horrorów psychologicznych, tworząc takie tytuły jak Layers of Fear, Observer czy remake Silent Hill 2, wydany we współpracy z Konami.
- People Can Fly i Flying Wild Hog to studia znane z gier akcji wysokiej jakości, które regularnie trafiają do produkcji AAA, często jako zewnętrzni developerzy dla zachodnich wydawców.
- Teyon zasłynął RoboCop: Rogue City i ma największą dystrybucję gier w Japonii wśród polskich firm. Human Fall Flat sprzedał ponad 2,5 miliona kopii właśnie na tym rynku.
Ponad 40 polskich marek przekroczyło już granicę miliona sprzedanych kopii na świecie. To nie jest wynik jednej firmy, ale całego środowiska.

Rynek pracy i realia zatrudnienia
Liczba pracowników robi wrażenie, ale za nią kryją się konkretne warunki. Mediana zarobków w polskim gamedevie wynosi około 12 000 zł brutto miesięcznie, podczas gdy krajowa mediana oscyluje wokół 8 000 zł. Specjaliści od produkcji zarabiają najlepiej, zwykle 15 000 zł lub więcej, programiści plasują się tuż za nimi.
Struktura rynku jest jednak mocno zdywersyfikowana. Aż 78% polskich studiów zatrudnia mniej niż 25 osób. To oznacza, że obok gigantów istnieje gęsta sieć małych zespołów, które często są inkubatorami talentów i nowatorskich pomysłów. Wiele z nich działa jako zewnętrzne działy produkcji, asset pipeline czy QA dla zagranicznych wydawców.
Polska ma też coraz bardziej międzynarodowe środowisko pracy w gamedevie. Według danych PARP:
- Ponad 14,5% pracowników branży to cudzoziemcy, głównie z Ukrainy.
- Kobiety stanowią około 24-25% zatrudnionych, co plasuje Polskę w czołówce na świecie pod względem feminizacji tej branży.
- 78% studiów to zespoły poniżej 25 osób, co świadczy o silnym sektorze indie i usługowym.
Branża nie jest jednak wolna od problemów. Raport PARP wskazuje, że 27% pracowników doświadczyło tzw. crunchu w 2023 roku, czyli intensywnych nadgodzin przed premierą. Jednocześnie aż 81% firm oficjalnie deklaruje sprzeciw wobec tej praktyki. Rozbieżność między deklaracjami a rzeczywistością to jeden z poważniejszych problemów do rozwiązania.
Polska na tle globalnego kryzysu
Lata 2023-2024 były trudne dla branży gier na całym świecie. Masowe zwolnienia w EA, Microsoft, Embracer Group i dziesiątkach innych firm dotknęły tysiące pracowników. Polska nie wyszła z tego okresu bez szwanku, ale w porównaniu z rynkiem amerykańskim skala cięć była wyraźnie mniejsza.
Jak czytamy w raporcie PARP 2025, zatrudnienie w polskim gamedevie spadło zaledwie o kilka punktów procentowych, co oznacza utratę kilkuset miejsc pracy. W Stanach Zjednoczonych zredukowano dziesiątki tysięcy etatów. Ta odporność wynika częściowo z niższych kosztów operacyjnych, ale też z dywersyfikacji, bo polska branża nie opiera się na jednym gatunku ani jednym modelu biznesowym.
Dane GameDiscoverCo z lipca 2025 roku potwierdzają, że Polska odpowiada za 6,12% tytułów w top 200 Steam według liczby wishlistów, plasując się na siódmym miejscu na świecie, za USA, Kanadą, Japonią, Szwecją, Niemcami i Wielką Brytanią. Biorąc pod uwagę wielkość kraju i jego historię z gamedevem liczącą ledwie trzy dekady, to naprawdę dobry wynik.
